fbpx
A password will be e-mailed to you.

W niedzielę na torze Motegi, położonym tylko trochę ponad sto kilometrów od uszkodzonej elektrowni atomowej Fukushima odbyło się Grand Prix Japonii. Oprócz emocji sportowych najciekawsze były te związane z rzekomym promieniowaniem.

Nie raz już wspominaliśmy o emocjach związanych z organizacją Grand Prix w Japonii po tragedii, jaka miała tam miejsce na początku roku. Najpierw zawody przełożono na początek października, później zespoły i zawodnicy nie chcieli jechać z powodu obawy o promieniowanie. Niekończące się historia pod tytułem „kto jedzie, kto nie” trwała do samego końca. Przy okazji powstało wiele śmiesznych sytuacji, z których teraz można się już tylko śmiać. Podobno team Gresini zamówił kilka tygodni temu pomiary w okolicach Motegi, żeby być pewnym, że nic im nie grozi. Specjaliści zmierzyli poziom promieniowania na torze, a później dla porównania podczas GP Misano we Włoszech. Jakież było zdziwienie, gdy okazało się, że bardziej niebezpiecznie jest nad Adriatykiem.


REKLAMA

To nie uspokoiło jednak włoskich dziennikarzy i członków niektórych ekip z tego kraju. W Japonii pojawili się tylko dwaj fotografowie włoscy i jeden dziennikarz. Reszta została w domu. Podobnie było z Hiszpanami, ale już w mniejszej skali. Efekt był zaskakująco pozytywny, ponieważ w Sali prasowej panował spokój, parking na paddocku był pusty, a na podium po wyścigu nie trzeba było długo czekać, bo zawodnicy udzielali wywiadów tylko do jednej kamery. Jeśli chodzi o ekipy to najbardziej pokrzywdzony był Alex De Angelis, którego mechanicy nie przyjechali i musieli pomagać mu Japończycy.

Ekipy MotoGP pojawiły się prawie w komplecie, ale i tu nie brakowało strachu. Casey Stoner zostawił swoją ciężarną żonę w domu, Jorge Lorenzo nie kąpał się przez weekend tylko podmywał wodą z butelki z Europy, a Marco Simoncelli co prawda brał prysznic, ale w zimnej wodzie. Zespoły nawiozły też masę swojego jedzenia i butelkowanej wody z Europy w której gotowano. Dla przykładu Honda przytargała z Belgii ponad dwie tony wody i prowiantu. Bogatemu wszystko wolno. Zabawnych sytuacji było więcej, ale ważny był też gest Hondy wobec swojego dawnego zawodnika. Shinichi Ito podczas tsunami na początku roku stracił dobytek swojego życia, piękny salon samochodowy i motocyklowy oraz dom. Wszystko zabrała woda. Będącego w trudnej sytuacji, zasłużonego zawodnika Honda przygarnęła pod swoje skrzydła, dała mieszkanie, pracę i szansę występu z dziką kartą w Motegi. Na mecie, po zwariowanym wyścigu był 13.

Klasę MotoGP dość pewnie wygrał Dani Pedrosa, ale można powiedzieć, że dostał prezent od kolegów z zespołu Repsol Honda. Najpierw prowadzący Casey Stoner wyjechał w żwir, a za chwilę Andrea Dovizioso i Marco Simoncelli zjechali do depo odbyć kary za falstart. Taką procedurę musiał przejść też Cal Crutchlow. W tym momencie drogę otwartą miał Pedrosa i nawet na chwilę nie był zagrożony przez drugiego Jorge Lorenzo. Na trzecie miejsce spokojnie wdrapał się jeszcze Stoner, ale jego przewaga nad Lorenzo zmalała do 10 punktów i będzie mu bardzo ciężko wywalczyć tytuł za dwa tygodnie przed własną publicznością w swoje urodziny. Z wyścigu już w pierwszym okrążeniu wyleciał Valentino Rossi, który zabrał ze sobą Bena Spiesa. Szybko wyleciał też Hector Barbera. Później leżeli jeszcze jadący chyba najlepsze wyścigi w tym roku Toni Elias i Alvaro Bautista oraz Damian Cudlin.

Emocje były też w klasie Moto2, gdzie Marc Marquez wreszcie dopadł Stefana Bradla i prowadzi w klasyfikacji generalnej jednym punktem. Hiszpan był tym razem drugi, ale prze czwartym miejscu Niemca wystarczyło to do objęcia prowadzenia. Wyścig wygrał doskonale w niedzielę dysponowany Andrea Iannone i umocnił się na trzecim miejscu w generalce. Na mecie w Motegi trzeci był Thomas Luthi, który ostro zawalczył się z Bradlem, Simone Corsi i wspominanym na początku De Angelisem.


REKLAMA



REKLAMA


Wiecznie drugi Johan Zarco wreszcie przełamał się w klasie 125 i wygrał swój pierwszy wyścig w karierze. Na mecie Francuz był prawie sześć sekund przed liderem klasyfikacji generalnej Nico Terol, tym samym zmniejszył przewagę Hiszpana w klasyfikacji generalnej do 31 punktów. To dość dużo jak na trzy pozostałe wyścigi, ale teoretycznie wszystko się może jeszcze zdarzyć. Trzeci w Japonii był Hector Faubel, ale bohaterem wyścigu można uznać Mavericka Vinalesa. Młody Hiszpan startował z ostatniego pola, a zmagania zakończył tuż za podium. W nagrodę za wspaniały festiwal wyprzedzania pozostał na trzecim miejscu w klasyfikacji sezonu.

GP Japonii można podsumować krótko, było wiele hałasu jak się okazuje o nic. Niestety z powodów zrozumiałych trybuny były dość puste i nie było czuć atmosfery, jaka zawsze towarzyszyła wyścigom w Japonii. Pozostaje mieć nadzieję, że wskazania urządzeń do pomiaru promieniowania były prawdziwe i po powrocie do kraju cała redakcja nie zacznie świecić na zielono.

 

Tekst Łukasz Świderek | Zdjęcia Agencja Świderek

KOMENTARZE


REKLAMA