fbpx

Ekipa Aron Domżała i Maciej Marton nie mogli pozbyć się pecha w rajdzie Dakar 2020. Na szczęście zaczyna się to zmieniać i polacy startujący w klasie SSV powoli odrabiają straty.

Początkowo wszystko zapowiadało się dobrze, bo ekipa zaczęła Dakar od wygranej w 1. etapie. Przed drugim etapem, nie było już tak kolorowo. Osiem złamanych półosiek i spóźnienie na start 2. OS sprawiły, że nie mogli zaliczyć tego dnia do udanych. Następnie pojawił się problem z elektryką w ich pojeździe. W kolejnych dniach doszły jeszcze problemy z uszczelką pod głowicą i kolejnymi elementami podwozia, więc ich dalszy start stał pod znakiem zapytania. Na szczęście od 3. etapu, zaczęli powracać do swojego rytmu i na mecie zameldowali się z 4. czasem. Czwarty etap to ciąg dalszy odrabiania strat i zajęcie 2. pozycji. Największy powód do radości, mają jednak po dzisiejszym, piątym etapie. Do samego końca toczyli walkę z legendą tej imprezy – Cyrilem Despres, który ostatecznie wykręcił lepszy czas, ale… Francuz nie jest już klasyfikowany.


REKLAMA

O co chodzi? Na 3. etapie jego SxS odmówił współpracy i wyeliminował załogę Red Bulla z rywalizacji. Na naprawę sprzętu stracili kolejny dzień i nie startowali w 4. etapie. Mimo to ścigają się dalej, ale w formule Dakar Expierence czyli nie są klasyfikowani w generalce, a po prostu jadą, bo mają taką ochotę. Wychodzi zatem na to, że to Polacy osiągnęli najlepszy wynik wśród zawodników klasyfikowanych. Dzięki temu w generalce zajmują aktualnie 12. miejsce, a więc o 6 oczek wyżej niż wczoraj. Być może, wbrew prognozom Arona, jest jeszcze szansa na walkę o miejsce w czołówce. Tego życzymy polskiej ekipie SSV! Drugi duet Domżała/Marton (ojcowie) zajęli dziś 17. miejsce i tak samo plasują się w generalce. 

KOMENTARZE


REKLAMA