Meksyk zachwyca bogactwem kulturowym, różnorodnością zapachów i krajobrazów. Każdy dzień tutaj jest niezwykły, tak jak mieszkańcy tego kraju. W Europie uwierało mnie to, że ludzie mają tak wiele, a ciągle narzekają. Tutaj cieszą się każdym dniem, a wyżej niż dobra materialne ceni się rodzinę i po prostu codzienną pogodę ducha.

Uwielbiam przemierzać na motorze majańskie wioski, być tam, gdzie inni nie docierają. Pobyt pośród miejscowych pozwolił mi przewartościować mój skomercjalizowany świat. Dziś doceniam małe rzeczy, nawet bieżącą wodę w kranie, bo mam jak spłukać z włosów odżywkę. Często w dżungli brakuje elektryczności, nie ma kanalizacji. Dzieci nie mają tabletów, telefonów komórkowych i biegają boso. Nie oznacza to jednak, że są mniej szczęśliwe: mają siebie, swoje rodziny i krewnych. Zamieszkujący te tereny potomkowie Majów dzielą się tortillą, tamales czy kukurydzą, choć sami mają tak nie wiele. Pomimo skromnych warunków życia, z ich twarzy nie znika uśmiech. Błękit nieba, szum morza, biel plaż i dźwięki dżungli to dla mnie smaki wolności i radości.


REKLAMA

Rajskie plaże

Zakochałam się w Meksyku od pierwszego wejrzenia. Marzyłam o podróży przez Amerykę Łacińską, a piramidy Majów śniły mi się nocami. Początkowo chciałam dotrzeć aż do Argentyny, ale to właśnie Meksyk pochłonął mnie bez reszty. Nie chciałam spieszyć się na południe, pragnęłam poznać ten ujmujący kraj. Zostanę – zadecydowałam – i moja przygoda trwa do dziś, a Stany Zjednoczonego Meksyku stały się moim drugim domem. Cudownie jest zwiedzać go z siodełka motocykla.

Wiem, co teraz pomyślicie: że moja Honda jest mała. Tak, ale jara. Chciałam motocykla, który mało pali i sprawdza się zarówno w terenie – bo lubię jazdę przez dżunglę, jak i na asfalcie, a do tego będzie lekki i zwinny. Zaparkowałam go nawet w salonie w domu u kolegi, gdy leciałam do Polski. A na dodatek nie będzie kusił złodziei. Wszystkie te cechy ma moja Honda. Jest świetna. Z Playa del Carmen, gdzie mieszkam, jest niedaleko na Isla Blanca, wysepki na północ od Cancun. Białe, dzikie plaże skradły mi serce, a moja Honda świetnie dawała sobie radę na piachu.

Tajemnicze cenotes

Na wyspie spotkałam innych miłośników jednośladów, a także kitesurferów. Warunki, jakie panują na „Białej Wyspie”, są idealne dla uprawiania tego sportu. Każdego dnia kitesurferzy szybują tutaj, korzystając z niecichnącego wiatru i ciesząc się wodą o temperaturze, sięgającej nawet 28°C.

Meksyk

Na całym Półwyspie Jukatańskim jest ich – czyli naturalnych studni krasowych, utworzonej w skale wapiennej – ok. trzech tysięcy. Nie starczy mi życia, aby poznać wszystkie, dlatego skrupulatnie wybieram te najciekawsze.

Powstały podczas ostatniego zlodowacenia, czyli około 1,5 miliona lat temu. Kiedy obniżył się poziom morza, woda deszczowa zaczęła rzeźbić wapienne podłoże Jukatanu. Te naturalne studnie od wieków zachwycały ludzi. Dla Majów były wręcz święte. W okolicach miasta Tulum znajduje się już oficjalnie potwierdzony w ubiegłym roku jako najdłuższy na świecie system zalanych jaskiń Sac Actun i Dos Ojos, mierzący 347 kilometrów.

cenote maya

Nie mogłam nie pojechać do cenoty Fantasma. Kusiła mnie już od dłuższego czasu. Zwabiona egzotyczną nazwą, dojechałam tam o poranku. Była 9 rano, a ja byłam pierwsza i sama w tej niesamowitej jaskini, podziwiając promienie słońca, wpadające do środka. Na drodze spotkałam sępy, którym ryk mojego motocykla przerwał śniadanie. Oddalając się od autostrady, zmierzałam w kierunku królowej wszystkich cenot.

Wypoczynek w raju!

By dostać się do największej w regionie cenote Maya, której szerokość wynosi 65 m, musiałam na linie zjechać 26 metrów w otchłań. Adrenalina buzowała w moich żyłach. Starałam się nie spoglądać w dół. Zbliżałam się powoli do tafli chłodnej, krystalicznie czystej wody. Warto było wstać wcześnie. Wraz ze mną pływały tylko sumy.

Cenote Ik-Kill jest niewiele mniejsza, ma bowiem 60 m średnicy. Dotarłam tu już w południe: w sam raz na ochłodę, kąpiel i wypoczynek w naturalnym, wapiennym basenie. Aby dotrzeć do lustra wody, trzeba zejść 26 metrów. Koniecznie trzeba zobaczyć ten cud natury.

Dno tej studni jest jeszcze 40 metrów głębiej… Dlatego to idealne miejsce na ekstremalne zawody skoków do wody, zorganizowane tu kilkakrotnie dla najlepszych skoczków przez Redbulla.

Wielobarwna Merida

Do Meridy, stolicy Jukatanu, pojechałam, by załatwić sprawę w ambasadzie. Lubię łączyć przyjemne z pożytecznym. Lecz po drodze było tyle ciekawych miejsc do odwiedzenia, że dotarłam na miejsce zbyt późno. Nie szkodzi. Z radością zostałam w Meridzie dłużej.

Miasto zachwyca kolonialną architekturą. Wille przy Paseo de Montejo robią wrażenie: przypominają o czasach świetności, gdy wzbogacano się na sizalu. Oprócz centrum historycznego z katedrą i zocalo – głównym placem, warto zobaczyć Muzeum Kultury Majów – Gran Museo del Mundo Maya. Jest doskonałym przykładem tego, że Meksykanie, pamiętając o swoich korzeniach, otwarci są na nowoczesne, architektoniczne rozwiązania.

Bez tablicy rejestracyjnej

Spokojnie jechałam przez miasto, a tu zamachał do mnie policjant. „Donde tiene la placa, Senorita? Gdzie ma Panienka tablicę rejestracyjną?” Motor zmienił właściciela na właścicielkę w lutym. Rejestracji faktycznie brakowało. „W stanie Quintana Roo nie ma rejestracji do końca lipca” – wytłumaczyłam. Policjant wytrzeszczył wzrok, gdy spojrzał na papier, który mu pokazałam. Upoważniał on do jazdy… bez rejestracji.

Na Jukatanie to nie do pomyślenia. Policjant nie dowierzał mi tak bardzo, że sprawdzał w systemie i dzwonił do szefa. „Przepraszam, Senorita, ale sprawdzić trzeba było. Niech Pani jedzie ostrożnie, bo wie Senorita, jak Meksykanie jeżdżą!” – przestrzegł mnie na pożegnanie.

Rajska wyspa Holbox

Jechałam już kolejną godzinę, aż złapała mnie burza. Musiałam stanąć pod palapą – altaną z dachem z liści palmowych. Uwielbiam zapach dżungli po deszczu. Gdy przeszła najgorsza ulewa, ruszyłam w stronę miejscowości Chiquila, do promu.

wyspa Holbosx

Dojechałam z wypiekami na twarzy ledwie kilka minut przed odpłynięciem ostatniego tego dnia promu na wyspę – raj. Motor zostawiłam na parkingu w biegu za jedyne 50 pesos – 2, 5 dolara. „Jakiś papier, potwierdzający, że zostawiam tu pojazd dostanę?” Juan odpowiedział: „Panienka się nie martwi. Ja się zaopiekuję motorem. Kask też Pani zostawi – porfavor. Motoru proszę nie zabezpieczać, bo może będę musiał przestawić.” Pozbawiona wszystkiego wsiadłam na prom, na który ledwo zdążyłam i odpłynęłam do raju.

W raju

Isla Holbox jest długa na 12 kilometrów i szeroka na 1,5 km. Na wyspie praktycznie nie ma samochodów, a głównym środkiem transportu są wózki golfowe oraz motorowery. Od stałego lądu oddziela ją laguna, która jest domem dla różnych gatunków ptactwa, w tym pelikanów oraz flamingów. Mieszkańcy żyją głównie z rybołówstwa. Turyści przyjeżdżają głównie, by zobaczyć rekina wielorybiego, którego można spotkać od maja do połowy września.

W nocy podziwiałam fluorescencyjny plankton. Zawsze chciałam zobaczyć ten blask morza i poczuć magiczną aurę…

Cozumel – warta zachodu

Aby dotrzeć na wyspę Cozumel motocyklem, musiałam przepłynąć promem z Calica. Warto wybrać się tam na cały dzień. Przeprawa trwa koło godziny, ale warta jest zachodu. Na pokładzie była jedynie moja Honda i dwa skuterki oraz pełno ciężarówek. Koszt transportu motocykli to 200 pesos w jedną stronę.

Przemierzanie Cozumel motocyklem to sama przyjemność. Droga jest prosta, a ruch nie tak wzmożony, jak w Playa del Carmen. Można dotrzeć na najdalej wysunięty na południe punkt Meksyku – Punta del Sur. Spotkałam tam krokodyle, flamingi i cudowne, złociste plaże. Są też drogi bez asfaltu, gdzie turysta nie dociera, bo wypożyczalnie nie pozwalają wjeżdżać wypożyczonymi maszynami. I wiecie co? Właśnie tam jest najfajniej!

Ważne informacje:

Czy potrzeba wizy?

Nie ma obowiązku wizowego dla obywateli polskich w przypadku pobytów turystycznych, prywatnych lub służbowych, nieprzekraczających 180 dni. Jeśli pobyt ma na celu podjęcie pracy, działalność handlową etc., trzeba mieć odpowiednią wizę. Przedłużenie pobytu bez uprzedniego uzyskania zgody władz imigracyjnych może spowodować nałożenie grzywny, deportację oraz zakazu ponownego wjazdu. Wymagany minimalny okres ważności paszportu przy wjeździe do Meksyku – 6 miesięcy.

Czy w Meksyku jest bezpiecznie?

Nigdy nie czułam się zagrożona, choć mieszkam w Meksyku od 2013 roku. Czasem może się zdarzyć, że turysta pechowo znajdzie się tam, gdzie nie powinien. Istnieją obszary mniej bezpieczne i trzeba o nich wiedzieć. Nie należy obnosić się z bogactwem, ani wypchanym portfelem w tylnej kieszeni spodni. Należy być czujnym i rozsądnym, tak jak w miastach europejskich. Na półwyspie Jukatańskim policja szczególnie intensywniej dba o bezpieczeństwo turystów, bowiem to właśnie turystyka generuje przychody w tej części Meksyku.

Obecnie najbardziej zagrożone przestępczością zorganizowaną są stany Sinaloa, Baja California, Chiapas, Guerrero, Nuevo Leon oraz Michoacan. Zagrożeniem są przede wszystkim działające na tym terenie kartele narkotykowe. Turyści powinni być tam przygotowani na kontrole policyjne, a w niektórych przypadkach nawet wojska. W stanie Chiapas oraz w mniejszym stopniu w stanie Guerrero zagrożenie stwarza też działalności zbrojnej partyzantki.

Najniebezpieczniejsze miejsca

W związku z pogorszeniem stanu bezpieczeństwa wzdłuż północnej granicy Meksyku, zaleca się szczególną ostrożność podczas podróży w tym rejonie, zwłaszcza w okolicach miast Tijuana, Mexicali, Hermosillo i Ciudad Juarez.

Przestępczość pospolita jest wysoka szczególnie w stanach Chihuahua, Sinaloa, Guerrero, Nuevo Leon, Baja California i Sonora, gdzie można paść ofiarą napadu, kradzieży czy rozboju z użyciem broni. Zagrożeniem dla turystów są też tzw. „porwania ekspresowe”, do których dochodzi np. przy korzystaniu z niesprawdzonych taksówek. W mieście Meksyk, kiedy to możliwe, należy zamawiać je telefonicznie. W porwaniach mogą brać udział osoby, podające się za funkcjonariuszy policji. Paszporty, część pieniędzy i bilety lotnicze lepiej zostawić w hotelowych sejfach. Zaleca się sporządzenie fotokopii paszportu. W mieście Meksyk częste są kradzieże kieszonkowe w metrze oraz w tzw. metrobusie. Turyści zagraniczni bywają także ofiarami wyłudzających pożyczki lub rzekomą doraźną pomoc z użyciem kart płatniczych i kredytowych.

Kiedy najlepiej jechać do Meksyku?

Meksyk odwiedzany jest praktycznie przez okrągły rok. Pory są dwie: sucha i deszczowa. Najlepszy czas na odwiedzenia Jukatanu to miesiące między listopadem, a majem. Wówczas aura jest najbardziej sprzyjająca. Wilgotność i temperatury z bardzo wysokich (powyżej 30°C latem) spadają do poziomu optymalnego. W Playa del Carmen średnioroczna temperatura wynosi 25,8°C.

Od lipca do listopada potencjalnym zagrożeniem są huragany. Planując wyjazd do Meksyku czy na Karaiby, w tym okresie należy śledzić ostrzeżenia meteorologiczne. Jednak każdy rok jest inny i nie należy się zniechęcać. Zazwyczaj w lipcu i wrześniu loty do Cancun są znacznie tańsze.

Czy w Meksyku jest drogo?

Przepisy nie regulują wysokości środków finansowych, wymaganych na pokrycie kosztów pobytu w Meksyku. Jeśli chodzi o turystów indywidualnych, przyjmuje się, że wymagana kwota to ok. 100 dolarów amerykańskich na każdy dzień pobytu. Przelicznik: 1 zł = ok. 5,1 pesos, 1 peso = 0,1975 zł

Przykładowe ceny:

Woda mineralna 0,5 l – 11 pesos
Piwo Corona – 18 pesos
Coca cola 1,25 l – 15 pesos
Chleb tostowy Bimbo – 32 pesos
Snickers – 16,50 pesos
Kostka mydła – 10 pesos
Ser krojony 400 g – 71 pesos
Szynka 300 g – 40 pesos
Taxi – od 30 do 200 pesos
Benzyna – 20,2 – 20,8 pesos/l

Czym płacić?

W dużych ośrodkach turystycznych można płacić dolarami amerykańskimi. W miastach i centrach turystycznych akceptowane są ważniejsze, międzynarodowe karty kredytowe typu VISA, Mastercard oraz w ograniczonym zakresie American Express, chociaż przy wjeździe na terytorium Meksyku nie są one potwierdzeniem posiadania środków na pobyt. W razie utraty karty, należy ją niezwłocznie zablokować, telefonując pod numer podany przez bank wydający kartę.

Należy pamiętać o napiwkach (10 -15%) w restauracjach, barach i kawiarniach, nie są one automatycznie wliczane w rachunek. Dla wielu Meksykanów napiwki stanowią znaczną część ich wypłaty. Minimalne wynagrodzenia w Meksyku pozostały na poziomie 88,36 pesos (około 17,5 zł) za dzień pracy!

Co zapakować do Meksyku?

Z reguły im mniej tym lepiej. Warto zostawić miejsce w walizce na pamiątki z podróży.

Ubrania: głównie z krótkim rękawem, spodenki. Przyda się chociaż jedna koszula z długimi rękawami i spodnie z przewiewnego materiału, będą chronić przed słońcem i komarami. Dla pań – świetnie sprawdzą się sukienki i spódnice. Pamiętajmy o eleganckim stroju na kolację. W większości hoteli nie wpuszcza się mężczyzn z odkrytymi ramionami i stopami np. w sandałach lub japonkach. Świetnie sprawdzają się tkaniny syntetyczne jak dla sportowców, które szybką schną. Nie ma co przesadzać z ciepłymi ubraniami, chyba, że wybieramy się na objazd i do Mexico City. Warto jednak zabrać chociaż jeden sweter, bluzę czy lekki polar. Przyda się chociażby w autobusie, gdzie klimatyzacja zawsze włączona jest na najwyższych obrotach. Warto zapakować także lekką kurtkę przeciwdeszczową i parasolkę, która ochroni przed ulewnym deszczem oraz przed słońcem. Parasolki są także dostępne w hotelowym lobby. Koniecznie zabierzmy kapelusz lub czapkę do ochrony przed mocnym słońcem.

Obuwie: sandały z mocną podeszwą (sprawdzą się na wycieczkach i w trakcie wspinania na piramidy), obuwie sportowe i japonki bądź klapki (pod prysznic).

Lekarstwa: wystarczą te, które zażywamy regularnie. Nie warto zabierać całej apteczki. Lekarstwa w Meksyku są bardzo tanie, a przy biegunce podróżnej te kupione w Meksyku działają lepiej, niż przywiezione z Polski.

W Meksyku stosuje się napięcie 110V i amerykańskie gniazdka, więc urządzenia z Polski potrzebują adaptera i transformatora.

Czego trzeba spróbować?

Meksykańska kuchnia kojarzy się natychmiast z kukurydzą (maiz), fasolą (frijol) i ostra papryczką. Nie możesz wyjechać, jeśli nie spróbowałeś:

Tortilli – placki z mąki kukurydzianej są podstawą meksykańskiego wyżywienia, najlepsza jest prosto z gorącej blachy.
Tacos – powstają po dodaniu mięsa np. wieprzowiny czy wołowiny i dodatków, np. cebuli, pomidorów do tortilli, a następnie ich zawinięciu.
Quesadilli – otrzymujemy ją po złożeniu tortilli na kształt pierożka wraz z serem, grzybami i podsmażeniu.
Burrito – bardzo popularne w Polsce, nie jest to jednak danie typowe dla kuchni meksykańskiej. Jest fuzją kuchni meksykańskiej i amerykańskiej. Powstało w stanie Texas. Główna różnica polega na tym, że placek jest z mąki pszennej i znacznie większy od tradycyjnej tortilli.
Nachos – w Meksyku, nazywa się totopes, to przypominające chipsy trójkąciki stworzone z twardego placka kukurydzianego.
Tostada – to twardy placek kukurydziany wraz z dodatkami, owocami morza, ceviche lub z mięsem.
Ceviche – przyrządza się je, zalewając surową, posiekaną rybę sokiem z cytrusów (najczęściej limonki), z dodatkiem cebuli, papryczki chili i soli i pozostawiając do krótkiego zamarynowania.
Tamales – mielona kukurydza nadziewana mięsem najczęściej z kurczaka, owinięta i duszona w liściu kukurydzy.
Pozole – wywar z wieprzowiny i ziaren kukurydzy z dodatkiem cebuli, rzodkiewki, sałaty, ostrej papryki.
Elote – gotowana kolba kukurydzy, posmarowana serem lub / i majonezem.
Frijoles – ciemna masa najczęściej serwowana jako dodatek do dań, czarna i czerwona fasola podawana z boczkiem i cebulką.
Salsa mexicana – pico de gallo – to sos przyrządzony z zielonych pomidorów, chili i kolendry.
Guacamole – roztarte awokado z cebulką i ostrą papryką.
Mole poblano – kurczak w przyprawianym na ostro sosie czekoladowym.
Flan – rodzimy deser budyniowy.
Marquesitas – chrupiące naleśniki z bananami i nutellą lub serkiem philadelfia i marmoladą sprzedawane po zmroku na ulicy.
Coco loco – „szalony kokos”, naturalna woda kokosowa wzmocniona lokalnym trunkiem alkoholowym, bimbrem z trzciny cukrowej lub mezcalem albo tequillą.
Aguas de sabor – w Meksyku pija się wody smakowe, które znakomicie orzeźwiają są to zmiksowane owoce z wodą mineralną takie jak np. pomarańcze (naranjas), limonki (limones), papaje (papayas), arbuzy (sandias), ananasy (pinas), owoce opuncji (tunas), pigwy (chicos zapotes), guajawy (guayabas), mamey etc.

———————————————————————————————————–

O autorce:

Paulina Pinkowska: dziennikarka, zwiedziła ponad 50 państw, ale to właśnie Meksyk stał się jej drugim domem. Zafascynowana archeologią i motoryzacją. Nurkowanie, kitesurfing, przejażdżki motocyklem – z nią nie ma szans na nudę. Kraje Ameryki Łacińskiej pochłonęły ją bez reszty. Licencjonowana przewodniczka po Meksyku oraz pilot wycieczek turystycznych. Współwłaścicielka biura podróży w Meksyku MEKSYKANKA.

Tekst i zdjęcia: Paulina Pinkowska

KOMENTARZE


REKLAMA