fbpx
A password will be e-mailed to you.

Jaki motocykl „do jazdy” kupić za 5 tys. złotych? To pytanie zadaje sobie wielu nie tylko początkujących jeźdźców. Czy znajdziemy w tym budżecie coś ciekawego, czy raczej jesteśmy skazani na reanimację motocyklowych złomów?

Zakup używanego motocykla za tę kwotę to trochę loteria – w ostatnim czasie ceny mocno poszły w górę, a wiele ofert dotyczy maszyn bardzo mocno wyeksploatowanych. A może jednak uda się znaleźć coś ciekawego? Zobaczmy, co znajdziemy na portalach aukcyjnych. Warto też wspomnieć, że przy zakupach w tym budżecie powinniśmy się bardziej skupić na stanie danego egzemplarza, a nie upierać się przy jednym tylko modelu. Może się okazać, że warto kupić trochę inny model albo starszy rocznik, biorąc pod uwagę stan silnika, opon, napędu, hamulców czy zawieszenia. Czasami lepiej dopłacić niż rzucić się na okazję, której serwis pożre połowę ceny zakupu. 

Kwotę 5 tys. złotych potraktujemy dość elastycznie, trzymając się zasady, że jeśli mamy „piątkę” z przodu, to jest to pozycja warta zainteresowania. Pamiętajmy, że mowa o cenach wywoławczych, klient zazwyczaj ma duże pole do popisu w negocjacjach, wiedzą o tym też sprzedający. W tym zestawieniu skupimy się na trochę wyższych pojemnościach – klasę 125 ccm potraktujemy oddzielnie w jednym z przyszłych opracowań. 

Nie podajemy też linków do konkretnych ogłoszeń, bo za chwilę może ich już nie być. Podane przez nas przykłady są… po prostu przykładami. Zachęcamy do śledzenia portali ogłoszeniowych.

Honda CB500

Popularna „Cebula” jeszcze nie tak dawno była jednym z najbardziej polecanych motocykli w swojej klasie. Teraz została wyparta przez nowsze modele, ale nadal stanowi ciekawą propozycję dla początkujących. Przy zakupie używanej sztuki warto spojrzeć na korozję – szczególnie sztuki sprowadzone z Wielkiej Brytanii (a jest ich sporo) narażone są na atak rdzy. Jeśli planujemy zakup wersji z nowszymi hamulcami (tarcza z tyłu, w miejsce bębna), zwróćmy uwagę również na korozję we wnętrzu zbiornika paliwa. Tradycyjnie dla Hondy zdarzają się usterki układu ładowania i pobrzękiwanie łańcuszka rozrządu. Poza tym model ten nie ma typowych bolączek – bardziej są to indywidualne sprawy wynikające z zaniedbań w serwisie czy przeszłości wypadkowej. Potwierdza to obserwacja rynku – znaleźliśmy dwa bardzo podobne egzemplarze, oba z 2001 roku i z podobnym przebiegiem widocznym na liczniku (nieco ponad 30 tys. km). Jeden, kosztujący 5200 zł, nosi lekkie ślady spotkania z glebą. Drugi, o 400 zł droższy, wizualnie prezentuje się lepiej, a sprzedający informuje o dokonanej regulacji gaźników, sprawnym napędzie i oponach w dobrym stanie. Ostateczną decyzję i tak trzeba podjąć po oględzinach na żywo i jeździe próbnej. 

Honda VFR 750F

Jeśli o którymś modelu można mówić, że jest niezniszczalny, to Honda VFR 750F pasuje tutaj idealnie. Silnik V4, napęd rozrządu na kołach zębatych i bardzo dobre właściwości jezdne jak na sztukę, która może mieć ponad 30 lat na karku. Zwracać uwagę trzeba głównie na układ ładowania, chociaż większość egzemplarzy dostępnych na rynku ma już wymieniony regulator napięcia. Poza tym tylko przeszłość wypadkowa, stan plastików i ramy oraz typowe kwestie mechaniczne, mogące zwiększać koszt potencjalnego serwisu (opony, klocki i tarcze, napęd, łożyska główki ramy itp.). Z zakupami trzeba się śpieszyć, bo motocykli jest coraz mniej, a i ceny z powodu dobrej reputacji tej maszyny idą w górę. Mimo to, udało się znaleźć motocykle warte uwagi. Pierwszy to klasyczny youngtimer, stara, poczciwa RC24 z 1989 roku, z przebiegiem 83 tys. km. Cena 5900 zł. Plastiki całe, dobry serwis i kilka godzin detailingu uczynią z tego motocykla ciekawego klasyka. Druga to nowsza RC36, pochodząca z 1993 roku, z nowym napędem, regulatorem napięcia i świecami – ponad 1000 zł w kieszeni i to licząc po cenach samych części. Plastiki do poprawek. Trzecia propozycja to RC 36 II, z 1994 roku, z przebiegiem 80 tys. km (czyli dobrze dotarta, jak na ten model). Jeden plastik do lakierowania, wizualnie prezentuje się nieźle. Cena? Atrakcyjna – 5000 zł. 

Honda NT 650 Deauville

Deauville 650 jest często wyśmiewanym motocyklem, tak samo jak pierwsza Multistrada czy Fiat Multipla. Niech jednak nikogo nie zniechęca specyficzna stylistyka tej maszyny. Pod obłymi owiewkami kryje się sprawdzona mechanika. Silnik pośrednio wywodzi się z Transalpa, ale napęd na tylne koło przekazywany jest wałem (tak samo jak w NTV650). Jednostka przy odpowiednim traktowaniu jest bardzo trwała – przebiegi przekraczające 200 tys. km nie są niczym wyjątkowym. Warto zwrócić uwagę na regulator napięcia i typowe elementy ulegające zużyciu – opony, klocki, zawieszenie. Naprawy i konserwacja nie są skomplikowane – zawory reguluje się śrubkami, a napęd koła wymaga tylko wymiany oleju w przekładni kątowej i smarowania wieloklinu mocowania koła. Za 5000 zł udało się znaleźć ładnie wyglądającą sztukę z 1998 roku, z przebiegiem na liczniku nieco przekraczającym 30 tys. km. Do tego akcesoryjna szyba i ładnie obszyta kanapa. Deauville zazwyczaj są w dobrej kondycji jeśli chodzi o plastiki – nie jest to maszyna o oszałamiających osiągach, lecz skłania raczej do spokojnej turystyki. Jest więc szansa na wiekowy egzemplarz mający kompletne, fabryczne owiewki. Nie licząc może przedniej czaszy, która nawet bez wypadku może pękać przy mocowaniach lusterek i wiele osób wymieniało ją na akcesoryjną, wykonaną z włókna szklanego. 

Kawasaki GPZ 500S / ER5

W gronie japońskich pięćsetek nie może zabraknąć także Kawasaki GPZ 500S i ER5. Nie bez powodu te motocykle są stawiane obok siebie – ich silnik jest praktycznie taki sam (ER5 ma inne wałki rozrządu, a przez to 50 zamiast 60 KM), a konstrukcja podwozia równie nieskomplikowana. Osiągami, wydajnością hamulców i sportowym zacięciem góruje GPZ, ale trudniej znaleźć mało zużyty egzemplarz. Wiele z nich jest mocno zaniedbana, a plastiki noszą ślady mało fachowych napraw powypadkowych. Na co zwracać uwagę, oprócz ogólnej kondycji całego pojazdu? Przede wszystkim na silnik, który jest wrażliwy na zaniedbania w serwisie. Typowo dla Kawasaki z tamtych lat, trzeba bacznie patrzeć na zawory, co niestety na etapie oglądania przed kupnem jest praktycznie niewykonalne. Wszelkie przerwy w pracy, szczególnie na ciepłym silniku mogą być oznaką nieszczelnych, upalonych zaworów. Drugi sygnał ostrzegawczy to głośna praca silnika – stukać może zarówno łańcuszek rozrządu, jak i łańcuch wstępnego przeniesienia napędu (z silnika na sprzęgło). Alarmujący jest także zbyt wysoki stan oleju, co może świadczyć o uszkodzeniu membrany kranika albo zaworków iglicowych w gaźnikach. Tak czy inaczej, paliwo w oleju (a w taki sposób poziom oleju w magiczny sposób się zwiększa) może doprowadzić do poważnego uszkodzenia silnika. ER5 w ładnym stanie, pochodzący z 1999 roku znaleźliśmy za 4900 zł. Za to ciekawie prezentujący się GPZ 500S, w wersji 50 konnej (były i takie), z logicznym jak na ten rok przebiegiem 75 tys. km wyceniany jest na 4100 zł. Trochę droższe są dwie, wizualnie bardzo ładne sztuki z początku produkcji modelu (1993 rok) i jej końca (1998 rok), o pełnej mocy (60 KM). Cena 4900 zł, nowy motocykl ma założone świeżutkie opony. Starsze Kawasaki bardzo często są niedoceniane, a tak naprawdę są to motocykle oferujące bardzo dobry stosunek ceny do osiągów i właściwości jezdnych.

Kawasaki GPX 600R

Kawasaki GPX 600R z połowy lat dziewięćdziesiątych to ciekawa propozycja dla wielbicieli youngtimerów. Dlaczego akurat ten model, a nie odrobinę nowszy ZZR 600, który można bez problemu kupić za porównywalną cenę? Znalezienie ładnego ZZR 600 nie należy do najłatwiejszych, wiele egzemplarzy jest mocno zmęczona życiem i katowaniem – jak to na sportowy motocykl przystało. Nie zachęca także ryzyko pęknięcia aluminiowej ramy, o ile już nie była spawana u jakiegoś kowala. Warto więc zainteresować się kanciastym GPX opartym na stalowej konstrukcji. Stary, nie za mocny silnik ma cechy typowe dla wielu Kawasaki z tamtych lat – słabe zawory i głośny łańcuch wstępnego przeniesienia napędu. Potrafią też przepuścić zaworki iglicowe, zalewając silnik benzyną. Poza tym liczy się stan konkretnej sztuki – kupując takiego klasyka warto już patrzeć na stan plastików, śrub, powłok lakierniczych na silniku itp. Trzy sztuki, które nam wpadły w oko są wyceniane na 4000, 5000 i 5900 zł. Co ciekawe, ta najtańsza prezentuje się najlepiej i na podstawie zdjęć stanowi najlepszą bazę na ciekawego youngtimera. 

Suzuki Burgman 400

W naszym zestawieniu nie może zabraknąć czegoś dla sympatyków skuterów. W tej cenie zazwyczaj mamy do czynienia z małolitrażowymi pojazdami, ale przy odrobinie szczęścia uda się upolować i coś większego. Burgman 400 to klasyka jeśli chodzi o maksiskutery. W przeciwieństwie do drogiego i skomplikowanego technicznie 650, ta wersja oferuje rozwiązania typowe dla mniejszych skuterów. Dzięki temu jest dość tania w utrzymaniu, co w przypadku naszego budżetu ma bardzo duże znaczenie. 

Na co  zwracać uwagę? Na pracę silnika i przekładni – warto zajrzeć nieco głębiej i sprawdzić stan pasa, wariatora i łożysk. Do tego przednie zawieszenie, o które mało kto dba. Dużo o poprzednim właścicielu i jego podejściu do skutera powiedzą plastiki – ślady nieumiejętnej rozbiórki czy wkręty budowlane świadczą o tym, że za serwis brał się ktoś, kto nie powinien tego robić. Co mamy na rynku? Dwie ciekawe, sprowadzone sztuki pochodzące z początku lat dwutysięcznych, wyceniane na 4500 i 4700 zł, a więc poniżej budżetu. Oba mają ślady mniejszej, bądź większej przygody, ale raczej są to parkingówki. 

Suzuki GS 500

Niemal każdy motocyklista nieco starszy wiekiem spotkał na swojej drodze Suzuki GS 500. Przy dzisiejszych motocyklach wygląda on dość skromnie, ale te niewielkie gabaryty i umiarkowana masa czynią go popularnym wśród kobiet czy drobniejszych facetów. Używane egzemplarze często są mocno zużyte, ale nie oznacza to, że znalezienie ciekawej sztuki jest niemożliwe. Uwagę, oprócz ogólnego stanu, trzeba zwracać na korozję na wydechu i ramie, oraz wałek zdawczy w sztukach z pierwszych lat produkcji (wyrabia się na mocowaniu zębatki, od 1994 roku zostało to poprawione). Niepokojące mogą być także nietypowe stuki z silnika i dymienie. Trochę o kondycji motocykla może też powiedzieć kontrola stanu oleju – jego niski stan powinien być znakiem ostrzegawczym. 

Silnik GS 500 ma to do siebie, że może być latami w dobrej kondycji o ile jest odpowiednio serwisowany i nigdy nie braknie mu oleju (którego potrafi brać większe ilości przy dynamicznej jeździe). Niestety część użytkowników to zaniedbuje i spotykane są sztuki z silnikiem nadającym się do wyrzucenia. Naszą uwagę zwróciła ładna sztuka pochodząca z 1995 roku, według właściciela w idealnym stanie, z przebiegiem 37 tys. km. Cena wywoławcza – 4900 zł. W przypadku tego modelu wyznacznikiem ceny jest stan techniczny. Dla przykładu – za około 5500 zł można kupić model z 1999 roku, według opisu po pełnym serwisie, lub ładnie zachowaną sztukę z 1994 roku.

Suzuki GSX-600F/750F

Suzuki GSX-600F pierwszej generacji jest jednym z najtańszych motocykli dostępnych na rynku. Zwany również „Imbrykiem” Suzuki nie grzeszy urodą, a wiele egzemplarzy jest mocno wyeksploatowana. Rzadko kiedy udaje się znaleźć ładną sztukę, której owiewki nie są klejone czy w inny sposób łatane. Drugą oznaką spotkań z glebą są rysy na podwójnym wydechu. Jeśli jednak uda nam się znaleźć mało zmęczony egzemplarz, może być to ciekawa propozycja. Silnik to sprawdzony „olejak” wywodzący się z kultowych GSX-R. To bardzo trwała jednostka, chociaż w „Imbrykach” zdarzały się usterki wałków rozrządu, zazwyczaj spowodowane zaniedbaniami w serwisie. Warto też przyjrzeć się gaźnikom – nierówna praca bądź problemu z utrzymaniem wolnych obrotów mogą wróżyć poważny serwis układu zasilania. 

W 1998 roku Suzuki nieco zmodernizowała ten model i narodziło się „Jajko” – wyglądające lepiej (chociaż nadal dyskusyjnie) i mające lepsze zawieszenie i hamulce. Silnik to lekko zmodernizowany olejak, który przy dbałości o serwis  starcza na lata, pomimo złowrogich dźwięków wydobywających się z jego wnętrza. „Imbryki” zaczynają się od niecałych 3000 zł, ale lepiej skupić się na nieco droższych egzemplarzach. Sztuka wystawiona za 4000 pochodzi z 1997 roku i wedle właściciela nadaje się do jazdy bez wkładu własnego. Za 500 zł więcej można kupić „Jajko” z 2003 roku i to w mocniejszej wersji 750. Motocykl przygotowany do sezonu, po wymianie klocków, sprzęgła i świec. 

Yamaha FZS 600 Fazer 

Pierwsza generacja Fazera oferowanego od 1998 roku to ciekawa propozycja dla motocyklistów szukających uniwersalnego motocykla ze sportowym zacięciem. Jak na swoje lata, Fazer dobrze hamuje, skręca i chętnie lata na gumie. Pozostaje przy tym wygodnym i komfortowym motocyklem na co dzień. Na co zwracać uwagę przy zakupie? Przede wszystkim na wypadający drugi bieg. Niezbędna jest jazda próbna, w czasie której dokładnie „przegonimy” maszynę na dwójce. 

Ewentualna naprawa jest bardzo kosztowna i wymaga rozebrania silnika na części pierwsze –  nie da się rozpołowić silnika bez demontażu głowicy i zespołu cylindrów. Spójrzmy jeszcze na króćce ssące – w starszych motocyklach mogą być popękane. Sam silnik nie jest bardzo wymagający, na przykład regulacja zaworów przypada co 42 000 km. Naszą uwagę zwrócił egzemplarz z 1999 roku, sprowadzony z zagranicy, wystawiony za 5800 zł. Nowe opony (2021 rok), napęd wizualnie w normie, zrobione uszczelniacze w przednim zawieszeniu.

Yamaha XJ 600 / Diversion

O ile pozostali japońscy producenci celowali w dwa cylindry i 500 ccm pojemności skokowej, inżynierowie z Yamahy poszli krok dalej. W XJ 600 mamy więc cztery cylindry, 600 ccm i 60 koni w wersji o pełnej mocy. Motocykl prosty pod względem konstrukcji, wygodny i ekonomiczny. Warto zainteresować się modelami po 1998 roku, które mają mocniejszy przedni widelec i dwie tarcze hamulcowe z przodu. Problemy może sprawiać grzechoczący łańcuch napędu alternatora, łańcuszek rozrządu, wycieki oleju, a także padający tylny amortyzator. Poza tym, jest to mało awaryjna maszyna, której serwis nie nastręcza dużych problemów. Co prawda zawory są regulowane płytkami, ale przy zastosowaniu odpowiednich narzędzi można wymieniać je bez demontażu wałków rozrządu. Prosta konstrukcja i chłodzenie powietrzem sprawiają, że naprawdę ciężko zabić ten silnik. Za okrągłe 5 tys. zł znaleźliśmy ładną Diversion (czyli z owiewką, była jeszcze XJ 600N w gołej wersji) z 2005 roku. Motocykl zdławiony do 35 kW, co jest łakomym kąskiem dla początkujących z prawem jazdy A2. Nowe opony, przednie tarcze hamulcowe, przewody w stalowym oplocie, akumulator, zestaw napędowy i podgrzewane manetki. Ciekawa propozycja, tym bardziej, że na liczniku widnieje 56 tys. km, a zewnętrznie maszyna jest w nienagannej kondycji.

 

KOMENTARZE